PASTA Z SOCZEWICY I SUSZONYCH POMIDORÓW

Facebooktwitterpinterestlinkedinmail

W moim domu pasta jest na wagę złota, tym bardziej, że białko zwierzęce spożywam jedynie na śniadanie, pozostałe dania staram się urozmaicić maksymalnie jak można. Ta prosta pasta z soczewicy może nie wygląda najładniej, ale w smaku nadrabia wszystko inne :)

Uwielbiam pasty, hummus, smarowidła i wszystkie „miękkie” dodatki, które można użyć do dań na wiele sposobów. Mimo, że wiele niedobrego mówi się obecnie o strączkach, ja używam ich w kuchni z pełną świadomością – nie mam na nie nietolerancji, dobrze się po nich czuję, pobudzają perystaltykę jelit, przy czym nie mam po nich wzdęć, bosko smakują i są rzeczywiście przydatne, gdy eliminuje się tyle pokarmów, jak w moim przypadku.

Nie przywiązujcie, proszę, większej uwagi do zdjęć… Wstaję rano – ciemno, przychodzę wieczorem – ciemno. Nie mam już tak dużo czasu by biegać po mieszkaniu z aparatem, komponować, szukać ładniejszego światła, a to dzienne jest, wiadomo, najlepsze. Ogólnie planuję (i mam nadzieję, że nowy planner mi w tym pomoże haha) wygospodarować czas w ciągu dnia by jednak w czasie gotowania czy do innych postów wykonać chociaż jedno schludne zdjęcie, ale wiadomo… plany planami a życie życiem. Ale póki co, większość fotografuję telefonem i staram się jak mogę, aby zdjęcia lepiej wyglądały.

A wracając do gotowania…

Ta prosta pasta z soczewicy u mnie sprawdziła się na lunch w pracy do kaszy gryczanej, czy jak niżej także do miksu warzyw/ zieleniny i ryżu (mieszanki brązowego i czerwonego). Taka alternatywa dla kotleta ;)

Składniki:

1 szklanka suchej zielonej soczewicy

3-4 pomidory suszone (ja użyłam tych w oleju)

oliwa z oliwek

przyprawy: sól naturalna, pieprz czarny, mielony imbir, papryka słodka, oregano

opcjonalnie: zielona natka pietruszki, czosnek

Przygotowanie:

Soczewicę opłukać, namoczyć przez  minimum noc, a następnie ugotować. Następnie zblenderować z pozostałymi składnikami. Proste? :)

Jeśli zastanawiacie się, jakie „plotki” krążą o strączkach, poniżej przedstawiam kilka informacji dotyczących „zarzutów”:

  • posiadają związki antyodżywcze, które utrudniają przyswajanie i wykorzystanie m.in. składników mineralnych zawartych w pokarmie,
  • posiadają lektyny, które mogą wprowadzać nasz układ immunologiczny w błąd (istotne w chorobach autoimmunologicznych)
  • zawierają związki FODMAPs, które fermentują w jelitach, przez co mogą je drażnić i u niektórych osób wywoływać nieprzyjemne objawy jak np. ból brzucha,
  • często wywołują nadwrażliwość pokarmową związaną z p/ciałami IgG
  • zawierają związki wzdęciotwórcze
  • soja zawiera goitrogeny i fitoestrogeny, które u niektórych osób nie są wskazane (goistrogeny – u osób z chorobami tarczycy, fitoestrogeny – u kobiet z chorobami nowotworowymi estrogenowo-zależnymi, jak np. nowotwór sutka) i jest silnym alergenem, a także jednym z podstawowych pokarmów modyfikowanych (GMO),
  • orzeszki ziemne są bardzo bogate w prozapalne kwasy omega-6 (i są silnym alergenem).

Fermentacja jednak i moczenie nasion sprawia, że rośliny strączkowe są lepiej strawne, ich błonnik jest „delikatniejsz”, a związki antyodżywcze są usuwane. Fermentowanie i moczenie jest wskazane dla każdego z nas, stąd też warto zwrócić uwagę na przygotowanie odpowiednie strączków. A pastę zawsze warto przygotować w większej ilości i po prostu zamrozić :)

Smacznego!

Facebooktwitterpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz

Or