DIETA DR DĄBROWSKIEJ – CO MI DAŁA I CZY BYŁO WARTO SPRÓBOWAĆ

Facebooktwitterpinterestlinkedinmail

Post dr Dąbrowskiej staje się w ostatnim czasie coraz bardziej popularny. Nie dziwię się, bo osoby będące na tej diecie odczuwają wiele korzyści. Jej sława zatem się rozprzestrzenia, coraz więcej też osób korzysta ze specjalnych ośrodków oferujących tę dietę razem z edukacją zdrowotno-żywieniową i zajęciami sportowymi. W ostatnim czasie (a dokładniej w zeszłym tygodniu na poście byłam trzeci czy czwarty raz. I tym razem przeszłam go najłagodniej. Czy warto było? Co mi post dr dąbrowskiej dał? O tym w dzisiejszym wpisie.

Oczywiście wszystko piszę na wariata. Po kilku dniach wolnych, gdzie spędziłam spokojny czas nad jeziorem bez komputera i z bardzo kiepskim internetem i gdzie nie miałam nic innego do roboty jak zająć się odpoczynkiem (spaniem, czytaniem książek i sportem na dworze), staram się znów wskoczyć w rytm blogowania. Zarówno blog, jak i cały plan działania trochę ucierpiały przez moje leniuchowanie. Ale tego było mi trzeba! Zbieram się i mobilizuję zatem na nowo i wracam z niespodziewanym wpisem o diecie dr Dąbrowskiej, na Wasze życzenie.

Kończąc wstęp, zabieram się do konkretów.

Post dr Dąbrowskiej – co to jest?

Nie będę tutaj się rozwodzić w tym temacie, odsyłam od razu na stronę dotyczącą diety – oficjalna strona

Ogólnie post polega na spożywaniu jedynie warzyw niskoskrobiotych i niewielkich ilości owoców o niskiej zawartości cukru. Bez tłuszczu, dodatkowego białka roślinnego czy zwierzęcego, produktów mlecznych czy zbóż. Jednym słowem spożywasz tylko warzywa i owoce i to w ograniczonej ilości.  Ba! Musisz zamknąć się z całym dziennym jedzeniem w 800 kcal m.in. po to, aby wywołać stan ketozy, co zapewni np. brak uczucia głodu. Dodatkowo dba się o wyciszenie, relaks, sen oraz odpowiednie nawodnienie. Zaleca się także ruch jak spacery, gimnastyka, nordic walking czy joga.

Warto podkreślić, że post dr Dąbrowskiej jest półgłodówką leczniczą i ma za zadanie głównie „wywołać”/ wzmocnić mechanizmy samoleczenia organizmu. Pod wpływem diety bowiem uruchamia się „wewnętrzne odżywianie”, gdzie organizm nie mając dowozu składników energetycznych z zewnątrz czerpie je z tego, co jest zmagazynowane w organizmie. Jako, że organizm zawsze dąży do tego by przeżyć, najpierw zużywa, aby funkcjonować, to co niepotrzebne, czyli różnego typu złogi, nadmierną tkankę tłuszczową, itd. Cały proces działa na zasadzie autofagii, czyli zjadania niepotrzebnych i uszkodzonych komórek lub jej elementów, patogenów itp. Warto podkreślić, że dieta ma za zadanie dostarczyć też dużej dawki witamin, antyoksydantów, prebiotyków, naturalnych probiotyków oraz błonnika, czyli tych składników, które pomagają uskutecznić działanie procesów metabolicznych i detoksykacji. Organizm się regeneruje i sam leczy/ naprawia.

Co ciekawe, za odkrycie mechanizmów autofagii w 2016 japoński naukowiec uzyskał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny.

„utofagia, czyli „samozjadanie” (gr. autós — sam, phágos — pożeracz), pojawia się w organizmie zazwyczaj w odpowiedzi na działanie czynników indukujących rozwój i różnicowanie oraz niedobór czynników odżywczych, uszkodzenia powodowane przez toksyny komórkowe, cytokiny wywołujące stan zapalny, bakterie i wirusy oraz mutacje DNA. Obecnie wiadomo, że jest wiele rodzajów autofagii. Podstawowy podział wyróżnia makroautofagię, mikroautofagię oraz tzw. autofagię zależną od czaperonów — CMA (ang. chaperone mediated autophagy). Procesy te mogą być bardzo selektywne, polegające na rozkładzie konkretnych, m.in. uszkodzonych organelli, np. mitofagia w przypadku mitochondriów czy nukleofagia w przypadku fragmentów jądra komórkowego, jak również białek oraz patogenów. Niespecyficzna autofagia występuje wtedy, gdy rozkładowi ulega wiele różnych „zbędnych” struktur, które po strawieniu mogą stać się znakomitym budulcem dla nowych oraz źródłem energii do prawidłowego funkcjonowania komórek. Z tego względu proces ten jest często nazywany „recyklingiem komórkowym”. (źródło: www.wszystkoconajważniejsze.pl)

Czy dr Dąbrowska wiedziała, że opracowany przez nią sposób leczenia dietą ma związek akurat z autofagią – tego nie wiem, ale efekty diety są naprawdę zaskakujące.

To o czym należy tutaj również wspomnieć to objawy ozdrowieńcze – w pierwszych dniach stosowania postu mogą pojawić się objawy chorobowe, które ogólnie świadczą o procesie samoleczenia. mogą to być biegunki, bóle głowy, pokrzywka, ból miejsc chorobowych, katar czy kaszel. Może też się pojawić stan podgorączkowy czy gorączka. Normalną sytuacją też jest początkowe osłabienie i zmęczenie – organizm musi się zaadaptować do nowych warunków i stanu ketozy.

Podsumowując tę część

Głównymi zasadami diety dr Dąbrowskiej są:

  1. jeść różnorodne i kolorowe warzywa o niskim indeksie glikemicznym i niewielkie ilości owoców niskocukrowych
  2. jeść jak najwięcej zielonych warzyw liściastych
  3. codziennie zjadać warzywa cebulowe cebula, czosnek, por)
  4. do każdego posiłku spożywać kiszonki – kapusta, ogórek, buraki, inne; istotny też jest zakwas z buraków czy sok z kapusty kiszonej
  5. pić dużo wody – minimum 2 litry dziennie

Aby zapoznać się z całą filozofią i zasadami diety, zachęcam do przeczytania książki „Ciało i dusza ratować żywieniem” autorstwa Pani Ewy Dąbrowskiej.

Post dr Dąbrowskiej – dlaczego się zdecydowałam?

Pierwsza decyzja, aby spróbować została podjęta kilka lat temu, jeszcze na studiach, kiedy znajoma mojej mamy leczyła dietą stawy – po 2 tygodniach stosowania postu znikały jej niewiadomego pochodzenia złogi na stawach. W tamtym czasie od lat zmagałam się okresowo z zapaleniem zatok, pojawiały się też problemy jelitowe, czy fotoalergia. Postanowiłam zatem spróbować. Co prawda wytrzymałam 5 dni – złamałam się na zajęciach z gotowania, kiedy to zjadłam gotowane ziemniaki w czasie degustacji naszych kilkugodzinnych wypocin.

Pamiętam do dziś – w ciągu tych dni miałam tyle objawów, że nie sądziłam że w tak krótkim czasie można mieć przegląd wszystkich swoich dolegliwości swojego życia. To było szokujące! Po 3 dniach diety totalnie mnie przeczyściło – nigdy chyba nie czułam się tak pusto :) Bolała mnie też głowa, dostałam uporczywego kataru zatokowego, bolały mnie nerki i pęcherz (miałam w podstawówce problemy z układem moczowym), dostałam też na rękach wysypki (podobnej jak w czasie odbytego ówcześnie Opener’a, na którym dostałam uczulenia na słońce). Przeszłam w krótkim czasie, w jednym komemencie szereg objawów tych chorób, z którymi miałam do czynienia w przeszłości.

Tym razem, czyli już za trzecim czy czwartym – byłam najdłużej i bolała mnie w sumie tylko głowa (jeden dzień). Funkcjonowałam też dobrze. Nie ma się jednak co dziwić – od momentu przejścia pierwszy raz na post wiele się zmieniło – zniknęły gluten i jajka, większość zbóż, znajduje się w moim codziennym menu też więcej tłuszczu i bulion kolagenowy, a także zdecydowanie więcej warzyw. Dbam też o ogólny styl życia.

A dlaczego się zdecydowałam ponownie skorzystać z postu dr Dąbrowskiej?

Po kryzysie żywieniowym i „popłynięciu” z glutenem, mlekiem i jajkami czułam się na tyle źle, że postanowiłam coś z tym fantem zrobić i wziąć się w garść. Zdecydowanie na to wpłynęła też nowa wiedza o tym, że osoby z genem celiakii i nietolerancją glutenu mają tendencje do rozszczelniania jelita za sprawa spożywanego glutenu – a rozszczelnione jelito jest często bramą do wielu chorób przewlekłych. A że mam duże wymagania kondycyjno-zdrowotne, taki argument na mnie zadziałał, aby na nowo spojrzeć na swoje żywienie. Drastycznie, tak jak potrzebuję.

Jest lato, pora zatem idealna do naprawiania zdrowia. Mimo spotkań, wyjazdów postanowiłam działać – bo nigdy nie ma dobrego momentu, aby dostatecznie się na coś przygotować. Jadłam więc warzywa wśród pijących, jedzących sushi czy mięso z grilla. I dałam radę.

Dodatkowo postanowiłam jeszcze inaczej podejść do swoich jelit – zrobić reset, następnie przez miesiąc poprowadzić AIP i jednoczenie przyjmować suplementy. Chcę wypróbować inne ścieżki, bo nadal z jelitami nie jest do końca jak trzeba… cóż antybiotykoterapie (przypomnienie: nabyłam nietolerancji pokarmowych po silnej antybiotykoterapii przeciwtrądzikowej w czasie liceum) odciskają piętno na wiele lat.

Dodatkowo mam objaw AZS na jednym palcu u dłoni. Prześmieszna sprawa, ale akurat z jednego palca schodzi mi skóra po spożyciu glutenu i możliwe, że jeszcze innych produktów. Na diecie eliminacyjnej zmiany się cofają, jest to zatem ewidentny wpływ pokarmów. Nie chcę, aby ten problem się rozprzestrzenił.

Dieta dr Dąbrowskiej – czy warto?

W moim przypadku tak! Dietę stosowałam 10 dni, w tym czasie nadmiar wody fajnie zszedł. Uspokoiły się węglowodanowe zachcianki na pszenicę, uspokoiła się też chęć na słodycze i niezdrowe jedzenie. Wszystko się wyciszyło. Brzuch uległ spłaszczeniu – już dawno nie był w takiej kondycji. Mam więc dobry start by działać dalej z naprawą jelit. Stosowanie diety dr Dąbrowskiej nie jest i nigdy nie było dla mnie proste, ale będzie się pojawiać.

Co jeszcze? Jest to dla mnie jedyna dieta, którą można nazwać „detoksem”. Nie można jednak podejść do tej diety jak do każdej odchudzającej diety cud! Przejście przez post ma się zakończyć wprowadzeniem zdrowych nawyków żywieniowych i zmianą podejścia do jedzenia. Jest to start w lepsze życie, żeby nie mówić do „nowego ja”. Rozszerzanie diety też powinno być prowadzone na spokojnie i pojedynczo, z głową!

Grunt to wiedzieć po co się to robi, w jakim celu. Nie jestem zwolennikiem długiego stosowania postu – w mojej ocenie 2 tygodnie to maks. Ja po 10 dniach schudłam do 50,5 kg, a rozszerzając dietę nawet ta masa ciała się zmniejszyła. Pod koniec diety, jak za każdym razem, pojawiły się zachcianki na mięso i węglowodany – prawdopodobnie moja tarczyca się tego domagała. Nie byłabym w stanie zapewne wytrzymać dłużej. Osoby szczupłe mogą zatem zbyt mocno schudnąć, a osobom starszym będzie ciężko odbudować tkankę mięśniową po nawet 2 tygodniowej głodówce. Trzeba mieć zatem na uwadze, że bez dowozu białka będą zanikać mięśnie, bo białko jest potrzebne w wielu procesach. Nie można również uprawiać w czasie postu zbyt intensywnego sportu – ja zrezygnowałam na ten czas z biegania i zajęć na siłowni.

Nie zachęcam też do stosowania postu w czasie jesienno-zimowym. Można wychłodzić organizm plus nie są tak dostępne warzywa jak ma to miejsce w czasie wiosenno-letnim. Dla mnie musi być ciepło, abym mogła się zdecydować na półgłodówkę.

Dieta również ma przeciwwskazania – sprawdź je na stronie głównej postu dr Dąbrowskiej. Jeśli masz problemy zdrowotne, skontaktuj się wcześniej z lekarzem i wykonaj podstawowe badania laboratoryjne, aby móc monitorować Twój stan przed, w trakcie i po poście.


Ciekawa jestem jakie Ty masz doświadczenia z dietą i czy zastanawiasz się nad jej zastosowaniem. Daj znać w komentarzu jakie masz odczucia dotyczące postu dr Dąbrowskiej. Pamiętaj, że wpis jest jedynie informacją i nie stanowi porady specjalistycznej.

Pozdrawiam!

Facebooktwitterpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz

Or