CHORUJESZ? ZADBAJ O KOSMETYKI, KTÓRYCH UŻYWASZ

Facebooktwitterpinterestlinkedinmail

Dlaczego kosmetyki mogą wpływać na Twoją chorobę? Chodzi o chemię. Ale czy rzeczywiście jesteś świadoma/ świadomy, ile substancji wcierasz w swoje ciało? A one… mają zdolność wpływania na układ odpornościowy i mogą obciążać systemy detoksykacyjne organizmu. Dlatego jeśli chorujesz, zadbaj o swoją kosmetyczkę i zaopatrz się w bardziej naturalne kosmetyki. Tym bardziej jeśli planujesz wiosenne zmiany.

Są w stylu życia takie strefy, które powodują niepokój albo nerwowe poruszenie. I właśnie temat kosmetyków jest jedną z takich stref, bo przecież każdy z nas ich używa, każdy z nas je kupuje, każdy z nas lubi ładne opakowania i przyjemne zapachy, a kobiety dodatkowo lubują się w „kolorówce”.

Gdy nagle dowiadujesz się, że kosmetyki mogą być dla Ciebie złe, że powinnaś ograniczać nakładanie make upu, powinnaś/ powinieneś zrezygnować z używania perfum, mogą te nowiny wywołać od razu reakcję obronną. Ale pozwól, że pokażę Ci kilka faktów i przedstawię rozwiązania, a Ty mając wiedzę, podejmiesz decyzję co z tym zrobisz. Umowa stoi?

Stoi.

W swoim życiu miałam kilka etapów związanych z podejmowaniem decyzji zakupowych. Zaopatrywałam się w kosmetyki najbardziej potrzebne i uniwersalne, potem młodzieżowe w fajnych opakowaniach (preparaty na trądzik tylko pogarszały stan mojej cery, a problem leżał gdzie indziej – tkwił w jelitach), używałam następnie dermokosmetyków i szamponów aptecznych, natomiast w pachnące żele zaopatrywałam się jednocześnie w drogerii. Z czasem przeszłam na polskie tanie marki, pracowałam też więcej w domu więc stawiałam na „no make up”, ale im więcej się kształciłam samodzielnie po studiach, tym częściej rezygnowałam z wakacyjnego pełnego makijażu przy wyjściach czy kosmetyków popularnych komercyjnych marek. Dbałość o dietę i zdrowie wpłynęły na poprawę kondycji skóry, zatem wyjścia bez makijażu nie były problematyczne.

Obecnie uczę się minimalizmu kosmetycznego przy jednoczesnym maksymalnym efekcie, czyli wybieram możliwie naturalne kosmetyki, ale w małych ilościach, czyli dokładnie to czego potrzebuję do codziennej pielęgnacji i dni extra. Nic w nadmiarze i bez sensu. Zamieniłam kosmetyki od żelu pod prysznic, po kremy i szampony. Ich składy nie są jeszcze może idealne, ale pierwsze koty za płoty – i tak jest o niebo lepiej! Zaniedbana pozostała jeszcze „kolorówka”, ale myślę, że na to też przyjdzie czas. W sumie i tak robię expresowy makijaż w 5 minut.

Nigdy nie miałam za to na tyle czasu i samodyscypliny by próbować kręcić własne kremy i korzystać w pełni z domowych kosmetyków. Są rzeczy, na które najprawdopodobniej się nigdy nie zdecyduję, bo w moim obecnym odczuciu to już trochę przesada…  Robię i tak wiele.

Dlatego też chciałabym postawić sprawę jasno – nie jestem ortodoksyjnym typem „zrób to sam” i wszystko „musi być eko i bio”. Czasem lepsze jest wrogiem dobrego, ale wiadomo – jeśli chorujesz na poważną chorobę, Twoje starania powinny być możliwie jak największe, aby ostatecznie były jak najbardziej skuteczne, a u osób wrażliwych detale mogą być istotne.

Ale przejdźmy do kosmetycznej rzeczy…

Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że (1) parabeny i ftalany imitują estrogen, czyli hormon kobiecy, który w mniejszej ilości produkowany jest także u mężczyzn. Nie potrzebujemy go ogólnie więcej niż produkujemy, ponieważ nadmiar estrogenu (2) działa silnie prozapalnie i może inicjować powstawanie nowotworów. Stąd też niektórzy uważają, że (3) wzrost występowania nowotworów w społeczeństwach może być spowodowane właśnie używaniem kosmetyków zawierających w swoim składzie m.in. parabeny i ftalany. A jak zapewne niektórzy z Was zdążyli zauważyć, te związki są w większości popularnych kosmetyków…

Tak ogólnie analizując chemię zawartą w kosmetykach – lista związków, które (4) negatywnie wpływają na nasz organizm jest o wiele dłuższa. Amerykańska lekarka Amy Myers w swojej książce „Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne” zwraca uwagę szczególnie m.in. na te substancje:

chlorki benzalkoniowe i inne chlorki benzetoniowe, octan benzylu i butylu, bronopol, butylowany hydroksytoluen i butylowany hydroksyanizol, smoła węglowa, etoksylaty, octan etylu, formaldehyd, dietanoloamid kwasów tłuszczowych z oleju kokoswego i monoetanoloamid kwasu laurynowego, czwartorzędowa sól amonowa, hydrohinon, perfumy, ołów i związki ołowiu, parabeny (metyl, etyl, propyl, butyl), ftalany, wazelina… i nie są to wszystkie substancje.

To co jednak warto podkreślić, bo sprawa w przypadku kosmetyków i żywności jest podobna – oznaczenie na opakowaniu „eko”/ „bio” wcale nie musi oznaczać dobrej jakości. To, że składniki mogą być najwyższej jakości (w tym przypadku z upraw eko czy bio) wcale nie oznacza, że obok nich w produkcie nie umieszczono chemii. Należy mimo wszystko czytać etykiety bądź zasięgnąć informacji np. na forach czy grupach na Facebooku. Osoby udzielające się w nich mają często bardzo dużą wiedzę i doświadczenie, chętnie też polecają kosmetyki naturalne.

Ogólnie zmniejszenie obciążenia organizmu toksynami w znacznym stopniu wpływa na zatrzymanie się, a nawet cofnięcie chorób z autoagresji (bywają i takie przypadki), a także wyhamowuje postęp choroby i wpływa prewencyjnie na jej wystąpienie. Teorii wpływu toksyn na organizm powstało wiele, ale jednym wspólnym czynnikiem jest powstawanie uogólnionego stanu zapalnego. I chociażby z tego powodu warto wyrzucić chemię z otoczenia, czyli ograniczyć związki z kosmetyków i chemii domowej.

Obciążony układ immunologiczny to jedno, a co z detoksykacją?

Byłoby dla nas najlepiej, gdyby toksyny nie wnikały do naszego organizmu. Gdy jednak się one dostaną, organizm dzięki swoim genialnym mechanizmom, usuwa niepotrzebne związki razem z potem, kałem czy moczem. Dlatego też zaparcia, blokowanie wydzielania potu przez użycie blokerów potu (np. doustnych) czy nieodpowiednia ilość wypijanej wody w ciągu dnia mogą być przyczyną naszych problemów zdrowotnych właśnie z powodu zahamowania naturalnych procesów detoksykacji. (5) Nasz styl życia determinuje w pewien sposób nasze zdolności detoksykacyjne (o detoksie przez styl życia pisałam tutaj: „Wiosenny detoks przez styl życia – jak to działa?„).

Detoksykacja jest procesem dwufazowym, w trakcie którego toksyny zmieniają właściwości i z formy rozpuszczalnej w lipidach (czyli tłuszczu, który następnie dokłada się w organizmie) przechodzą w formę rozpuszczalną w wodzie (i wtedy możemy je z organizmu usunąć). Jeśli w organizmie zachodzi tylko pierwsza faza tego procesu i nie następuje po niej faza druga, to pacjent jest w gorszej sytuacji, niż gdyby detoksykacja nie została w ogóle zainicjowana, ponieważ zwiększa się ryzyko kontaktu z toksynami, które w normalnej sytuacji zostałyby bezpiecznie ukryte w tłuszczu. Proces ten w przeważającej części zachodzi w wątrobie (…). (dr Amy Myers, Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne, 2015)

Wątroba jest głównym filtrem naszego organizmu. Od jej kondycji często zależy nie tylko skuteczne trawienie pokarmów, ale także sprawne przetwarzanie leków, metabolizm glukozy i alkoholu, czy możliwości przetwarzania i usuwania toksyn, które nie tylko dostają się do naszego organizmu przez jamę ustną. Dołączyć tu należy m.in. skórę, która jak jesteśmy w stanie zauważyć – pięknie wchłania niemal wszystko (przykładem mogą być masaże z olejkami eterycznymi). Dlatego też powinniśmy wziąć pod lupę nasze kosmetyki, jako jedno z głównych źródeł związków toksycznych dostających się do naszego organizmu i dokonać zmian na te lepsze, a najlepiej ograniczyć ich użycie. Dla zdrowia. Bo naprawdę nie potrzebujesz oddzielnego kremu na uda, twarz, na dekolt, stopy, czy pośladki i różnego typu wcierek (ujędrniająco- tonizująco-wygładzająco-złuszczających…) ;)

Tych produktów używam

olejek z pestek ogórka, olejek z awokado, olejek z jojoba

Używam ich zamiast kremu lub jako serum – do tej pory przetestowałam te firmy, które widać na zdjęciach (Etja to jedna z najstarszych polskich firm produkujących m.in. naturalne olejki eteryczne) i jestem bardzo zadowolona z efektu ich użycia. W większym jest dozownik z pompką, natomiast w mniejszym zakraplacz, co pozwala odmierzyć odpowiednią ilość preparatu. Wystarczą jedynie 2-3 krople, aby rozprowadzić olejek po całej twarzy, ale ja lubię wmasować w skórę nieco większą ilość. Stosuję olejki od kilku miesięcy, głównie na noc na oczyszczoną skórę twarzy. Wchłaniają się w ciągu kilku minut – skóra nabiera ładnego koloru, jest miękka, rozjaśniona, a rano fajnie napięta (jakby bardziej elastyczna) i widocznie w lepszej kondycji. Dodatkowo olejki z jojoba i awokado ładnie naprawiają drobne ranki i wpływają na wyciszenie stanów zapalnych jak trądzik. Olejki te są również przydatne w pielęgnacji włosów do tzw. olejowania włosów. Można także nimi wzbogacać inne kosmetyki jak kremy, odżywki czy balsamy.

czarne mydło 

Najlepszy produkt do mycia twarzy jaki miałam od dawna, nie ściąga raczej skóry a przy tym może posłużyć także jako peeling enzymatyczny. Przydatne jest także do peelingu ciała – należy rozprowadzić mydło przy użyciu rękawicy i masować ciało kolistymi ruchami, po czym pozostawić powstałą piankę na kilka minut, po czym dokładnie spłukać. Ponoć ma działanie także detoksykujące – za jaką sprawą, tego nie wiem. Wyraźnie wygładza skórę. W moim odczuciu, przy dłuższym stosowaniu poprawia wygląd skóry.  

 hydrolat z wit. C

Hydrolat to woda z ekstraktami roślinnymi. Oczyszcza, tonizuje, dlatego dobrze sprawdza się przed nałożeniem kremu. Sprawdza się także do przygotowywania masek. Od niedawna używam jako toniku hydrolatu z neroli – skóra niesamowicie się rozjaśnia po użyciu, zapewne za sprawą zawartej w wodzie witaminy C. Działanie widać przy regularnym stosowaniu. Takie cudeńka do wykonania własnych kosmetyków ma w swoim asortymencie www.ekospa.pl

dezodorant Forever Evershield 

Używam go od lat z przerwami, ponieważ ciągle szukam nowego produktu o naturalnym składzie, ale i skutecznym działaniu. Co do skuteczności… opinie są podzielone, a ja sama mam dni kiedy sprawdza się lepiej lub gorzej. Mimo wszystko do niego wracam, a polecam go ponieważ wiele moich koleżanek stosuje go z powodzeniem od lat, a ja sama jak na razie nie znalazłam lepszego dezodorantu o dobrym składzie. Działa kojąco po depilacji, jest naturalny, ładnie pachnie i dzięki dużej zawartości aloesu może być użyty także na inne partie ciała, gdy potrzebna jest szybka regeneracja, np. przy zadrapaniach czy lokalnych stanach zapalnych.   

organiczny krem nawilżający EiEi

Kolejna nowość w mojej łazience, a raczej lodówce, ale śmiało mogę przyznać, że jestem zachwycona! Jest wydajny, ze względu na lekką ale treściwą konsystencję i łatwość rozprowadzenia nawet niewielkiej ilości kremu. Dobrze się wchłania, dobrze nawilża, nie powoduje stanów zapalnych pod makijażem, a z tym miewałam problem… Jedynym minusem jest cena, ale czasem warto.

 

Masz kosmetyki do polecenia? Podziel się z nami!

Zdrowszych wyborów nam życzę :)

Facebooktwitterpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz

Or