KURS TRENERA FITNESS, JELITA, HEJT… I CO DALEJ?

Facebooktwitterpinterestlinkedinmail

Dawno mnie tu nie było. Niektórzy z Was zauważyli moje zniknięcie – dziękuję za wiadomości i troskę :) Wszystko jest dobrze, ale wiele się wydarzyło i nie będę udawać, że ten czas bez bloga, facebooka, instagrama czy wiadomości nie były błogosławieństwem. Komfort, że nic nie muszę, a raczej brak bezpośrednich oczekiwań wobec mojej osoby i możliwość robienia jedynie tego, co JA czuję i w danym momencie chcę… bezcenne.

I w tej ciszy, tej przestrzeni, o którą w tym czasie niezykle dbałam, po raz kolejny szczerze zaczęłam się zastanawiać czy warto działać w sieci, czy warto pisać, szukać, polecać, inspirować, pomagać i najnormalniej w świecie poświęcać na tę działalność prywatny czas, skoro tak dobrze chwilowo jest mi bez tego.

Ale że dobro powraca, wierzę, że jedno „uratowane” życie moimi wypocinami będzie ogromną nagrodą za zwątpienie i wszelkie trudy. Chęć pomocy i zrobienia czegoś (w mojej ocenie) wartościowego jednak mimo wszystko bierze górę. Zatem bez ciśnienia i wygórowanych oczekiwań jeszcze raz spróbuję znaleźć przestrzeń i siłę, aby dzielić się wiedzą i służyć radami. A co się działo u mnie i jakie mam plany? Możesz sprawdzić poniżej, ale ostrzegam – wpis jest długi.

Zacznijmy może tu…

Grudzień wciąż mnie zaskakuje. I nigdy nie powiedziałabym, że koniec roku okaże się przełomowy. I właśnie dziś (przed świętami), wracając z czwartego spotkania z terapeutą po przerwie, uświadomiłam sobie z ulgą, że jestem w domu… czytaj – znalazłam długo wyczekiwane rozwiązania.

I mimo przeziębienia, oddycham z ulgą. I śmieję się sama do siebie, w duchu. I wiem, że to kwestia czasu jak będę znów albo w końcu taka, jaką chcę być – czyli w 100% sobą. Poczułam się ze sobą bezpiecznie jak w domu. W 2019 będę wymiatać!

Jeden tydzień

Wystarczy tydzień, aby namieszać człowiekowi w życiu. Tak się też stało w moim przypadku. W sumie jak zwykle.

Najpierw webinar PSC, który z jakiegoś powodu trafił w słabe punkty mojego planowania: zrobiłam notatki, znalazłam czas, aby z nimi usiąść i się zastanowić. Ciąg dalszy nadejdzie na dniach. Już nie mogę się doczekać działania, aby realizować zadania! Dawno nie czułam takiego sensu… sensu ułożonego, zaplanowanego działania. Oczywiście potrzebuję popracować nad tymi celami i potrzebna jest też konsekwencja, ale widzę jakoś wszystko klarownie i jasno. Jeśli i Ty potrzebujesz oświecenia w planowaniu, sprawdź ten webinar. Być może właśnie takich wskazówek potrzebujesz.

Potem pojechałam w góry (jeszcze przed świętami), mimo przeziębienia i poznałam Anetę, która otworzyła mi trochę oczy na własne sprawy, a raczej zachęciła do zrobienia tego, o czym od lat marzyłam a jakoś nigdy nie było na to okazji, funduszy, czasu a najpewniej po prostu odwagi. Okazała się być odpowiedzią na moje skrywane od dawna pytania. Może to głupie, ale wierzę, że spotkanie jej nie było przypadkowe.

I spacer w górach, który miał być samotny, a udał się z przyjaciółmi. Wystarczył jeden dzień w górach, by poczuć że żyję naprawdę, po swojemu, bo przecież mogłam równie dobrze siedzieć w domu i oglądać seriale czy sprzątać, co ma miejsce u większości w domu co weekend, dla zasady. Kwestia jak zwykle wyborów. Mogłam też leżeć w łóżku z rozsądku, ale postanowiłam powalczyć.

Naprawdę małe rzeczy cieszą, po co szukać fajerwerków? Dlatego jeśli o czymś myślisz wystarczająco długo, po prostu zrób to. Jeden dzień to nie godzina, chociaż i dla godziny warto jechać. Przygotuj się, znajdź priorytety i działaj.

I nie trzeba wcale tropikalnych lasów czy Los Angeles, aby poczuć się jak w raju. Dlatego w swoich planach przyszłorocznych dorzucę częste wyjazdy w góry czy nad morze (weekendówki), ale i teatr czy kino raz w miesiącu, co również ma u mnie jakiś wymiar wyjątkowości, bo nigdy nie mam na taką rozrywkę czasu, bo taka jestem (och! ach!) zabiegana. A przecież takie właśnie rzeczy budują, kształtują i niezwykle cieszą. Dają poczucie, że warto żyć.

Po czwarte, doznałam przełomu w terapii. I wiem, co mi „dolega”. Nareszcie! I nie mogę się doczekać, aby zobaczyć siebie z perspektywy kilku miesięcy <3 A na marginesie – szczerze polecam terapię każdemu, kto szuka prawdy o sobie. Wcale nie trzeba mieć depresji czy poważnych problemów rodzinnych, aby się na nią zdecydować. Chęć lepszego radzenia sobie ze stresem wystarczy – tak się u mnie zaczęło.

Po piąte – po wyjściu od terapeuty (wciąż w tym samym tygodniu), wracając autobusem zamyślona, zobaczyłam na Instagramie słowa Oskara Kaczmarka, które chwilowo zmroziły mi krew w żyłach. I widując podobne wyznania wcześniej, po raz pierwszy zrozumiałam o czym mowa. Nigdy nie patrzyłam na nie ze swojej perspektywy. Tym razem, po obnażeniu prawdy, jestem wdzięczna, że inni też o tym mówią. I to jest kwestia czasu, jak ktoś czytając te słowa (może i po raz setny) w końcu zrozumie, że to tyczy i jego. Że potrzebuje pomocy i wymagana jest długa i żmudna praca nad sobą, aby poznać i pokochać siebie na nowo.

Te słowa, mimo że dość mocne, utwierdziły mnie również w przekonaniu, że jestem w tym punkcie życia, w którym powinnam być, by odkryć tę prawdę o sobie, a tym samym sobie pomóc. Bez tych wszystkich dramatów po drodze, zakrętów i nieudanych projektów, niezrozumiałych emocji – nie mogłabym sobie w tym momencie tego uświadomić i rozpocząć pracy nad sobą. Oskar nazwał prawdę, którą odkryłam wtedy też o sobie. Na szczęście zamiast stanąć i płakać, uśmiechnęłam się pełna nadziei na przyszłość.

I będąc przy końcu roku, pierwszy raz od lat mam dzięki tym wszystkim odkryciom nowe podsumowanie i ostatecznie nowy punkt wyjścia z początkiem stycznia.

Dlaczego akurat wtedy to zrozumiałam?

To dobre pytanie. Przecież nie raz się słyszało, nie raz się czytało, że ktoś żył nie swoim życiem, dla kogoś, itd. Nigdy mnie to specjalnie nie ruszało. Cóż życie. Każdy jest kowalem swojego losu. Każdy ma inny start, inne środowisko. Trzeba mieć i szczęście i samozaparcie, aby w niesprzyjających warunkach ugrać to, czego się pragnie. Ja widać zajęta jak zwykle mnóstwem spraw swoich i innych nie zauważałam narastającego problemu. Dopiero teraz, kiedy jestem sama, w pełni samodzielna i niezależna od nikogo, wolna jak nigdy wcześniej – gdy nabrałam tej przestrzeni, poczułam podświadome łańcuchy, które trzymają mnie gdzieś z dala od życia, którym chcę żyć. Moim, wymarzonym.

I żebyś mnie nie zrozumiał źle, po przeczytaniu słów Oskara – nie jest to wszystko spowodowane rodziną. Kocham swoich bliskich najbardziej na świecie, są mi przyjaciółmi i nie zamieniłabym swojej rodziny na żadną inną. Nikt nie jest idealny. Błędy popełniają i nauczyciele, i rodzice w dobrej wierze, i przyjaciele, partnerzy… Milion błędów i ja popełniłam, pozwalając przekroczyć innym granice lub nie potrafiąc sobie poradzić z niektórymi emocjami. Winne są zawsze obie strony. Piszę to tylko po to, abyś ewentualnie mógł zobaczyć siebie w tej paplaninie, bo może i Ty potrzebujesz pomocy, a od lat uciekasz przed prawdą o sobie. W jakiej kolwiek sprawie.

Jeśli nie miałeś do czynienia z terapią albo książkami dot. sfery psychosomatycznej, psychologicznej, niektóre słowa mogą być niezrozumiałe, a wręcz stwarzać wrażenie psychologicznego bełkotu. Nie dziwię się. Czasem jednak trzeba usłyszeć głosy, zamiast ich słuchać, aby można było je zrozumieć.

I tamtego dnia na terapii w końcu usłyszałam i zrozumiałam. Podobnie jak kilka miesięcy temu w końcu dotarło do mnie, co to znaczy żyć odpowiedzialnie. Szok jaki ówcześnie przeżyłam do tej pory mi towarzyszy – zaskakuje mnie każde odkrycie dotyczące siebie. Zaskakuje, fascynuje, ale i przeraża, bo siła podświadomości okazuje się być ogromna. A sytuacje z dzieciństwa, choćby ze szkoły, mogą przysporzyć w przyszłości wiele problemów. Nawet pochwały, nawet stawianie za wzór, nawet błahe porównywanie uczniów w klasie, ocenianie wśród znajomych i przyjaciół, czy komentarze i rozmowy towarzyskie w życiu dorosłym. Wszystko to może stwarzać presję.

Co było i co teraz

I po tym wszystkim, znów zastanawiam się nad celem działań, ale szukam też inspiracji/ powodów.

Blogerów jest w sieci coraz więcej. Mnożą się też specjaliści wszelakiej maści, sami też pacjenci stają się ekspertami i Ci, którzy szukając przyczyny swoich problemów, stają się autorytetami dla innych. Wielu też dietetyków wylewa pomyje na innych w imię „moja racja jest mojsza niż twojsza”. Jeszcze inni w świecie dietetyki krzyczą „moja racja jest najmojsza”, mimo że w ich działalności czy wypowiedziach pojawia się inteligentnie przemycany jad, manipulacja faktami i chęć zrobienia szumu, na którym w imię „wspólnego dobra” cierpi wiele osób, a szczególnie tych szukających pomocy. Nie chcę w czymś takim brać udziału.

My Polacy, lubimy sensacje, lubimy też brać udział w rozpowszechnianiu informacji, na których się nie znamy. Lubimy być ekspertami w każdej dziedzinie. Sama kilka razy w przypływie emocji coś głupio udostępniłam, ale wyciągnęłam z tego lekcję. Grunt to się nie mieszać w coś, na czym się kompletnie nie znam. Dlatego choćby nie mając wystarczającej wiedzy na temat np. diety kulturystów, nie podejmę się prowadzenia zawodnika i nie będę zabierać głosu w dyskusjach na temat diety redukcyjnej sportowców. Sprawa wydaje się jasna.

My dietetycy, jednak, lubimy wcinać się tam, gdzie nie powinniśmy. I nie ma nic gorszego niż ortodoksja i przyjmowania w dietetyce, że coś jest czarne albo białe. A z takich sytuacji zaczynają się tworzyć żywieniowe sekty broniące swoich racji. Tworzą się obozowiska, batalie i wylewanie pomyj na tych, którzy idą pod prąd i widzą szarości. Którzy szukają rozwiązań w sytuacjach beznadziejnych.

I ja jestem tym typem, który widzi szarości, stoję po środku i będąc jednocześnie przerażoną tym wszystkim, co się dzieje w internecie, bo mogę być wystawiona na te pomyje, nie będąc zwolennikiem chociażby IŻŻ-tu, wciąż mam nadzieję, że znajdę swoje miejsce i swój bezpieczny domek w sieci. Obawiam się odstrzałów, obawiam się też działania na maksa, bo podświadomie boję się krytyki. Ale kto w dzisiejszych czasach nie??

Boję się tworzyć, dzielić się swoją wiedzą, chociaż jednocześnie ten strach zaczyna mnie pchać do przodu – jak kopniak z wydźwiękiem „Ja im wszystkim pokażę!”. Praca nad sobą w tym zakresie popłaci, tak czuję, ale proszę Cię o cierpliwość i wsparcie, abym to wszystko przezwyciężyła, bo skoro to czytasz, to jednak po cichu liczysz na więcej. A każde słowo wsparcia jest na wagę złota.

Dlatego też w ostatnim czasie, kiedy mnie tutaj nie było, postanowiłam wziąć odpowiedzialność za swoje życie i działać mimo strachu. Powoli doprowadzać sprawy do końca, realizować założenia, lepiej się organizować, ale co najważniejsze – spełniać to, co od dawna siedziało mi w głowie, a czego z różnych przyczyn nie zrobiłam. Skupiłam się na sobie i na odpowiedziach. A robiąc to, mogłam też pomyśleć o tym, jak prowadzić bloga, abyś mógł z niego korzystać, ale i żebym sama miała przestrzeń na pracę nad sobą i inne osobiste działania, by móc zadbać też o swoje zdrowie. I ostatecznie – aby działać realnie i się nie zajechać.

A co sie działo u mnie w ciągu ostatnich trzech miesięcy?

Po pierwsze… zdałam egzamin na instruktora fitness i to z wyróżnieniem :) Być może stanie się to moim drugim zawodem, bo ćwiczenia, szczególnie choreograficzne sprawiają mi dużo frajdy. W końcu rozważałam kiedyś pójście na studia taneczne. Jeszcze nie rozpoczęłam przygody z fitnessem na dobre, ale mówiąc A, powinnam powiedzieć B. Marzy mi się… aby nabrać doświadczenia za granicą. Zobaczymy co uda mi się zrealizować.

Po drugie… w marcu wyjeżdżam prawie na miesięczny urlop! Marzyłam o tym wyjeździe od kilku lat. W końcu wzięłam sprawy w swoje ręce i jadę… przestałam szukać kolejnych wymówek czy powodów, dlaczego się nie da… Pewnego dnia usiadłam, sprawdziłam ceny biletów i je zakupiłam. Oczywiście z przygodami, konsultacjami i na wariata, ale ostateczny finał powinien być z happy endem. Będzie to pierwsza tak daleka podróż. Będzie to pierwszy samodzielny lot i to tak długi. Najzwyczajniej w świecie – będzie to spełnienie moich marzeń – aby przeżyć safari i chodzić w buszu. Odliczam. Czuję, że to będzie przełomowa podróż w moim życiu. Będę spamować zdjęciami :)) więcej informacji zapewne niebawem.

Po trzecie… byłam na kilku ciekawych szkoleniach – głównie dotyczących jelit i mikrobiomu. Kolejne szkolenia też przede mną. Podbudowały mnie – moja wiedza jest naprawdę na dobrym poziomie. Praca w tym temacie będzie taka, aby lepiej tę wiedzę przedstawiać, tj. w bardziej przystępny sposób i uściślić zalecenia, stać się specem w tym temacie – to jest plan na nadchodzący rok. Nie ma co się ukrywać z tymi wiadomościami. Będę pisać rzadziej, ale jednak systematycznie, konkretnie. Rozplanuję to i wyjdzie. Zobaczysz! Wszystko po to, aby Ci pomóc.

Po czwarte… zaopatrzyłam się w nowe książki – kilka też przeczytałam. Szczerze polecam „Odpuść sobie i żyj”. Przełomowa lektura w moim myśleniu. Autor, podobnie jak Gombrowicz, ujawnia pułapki – uciekając przed formą, wpadamy w kolejną formę. A mówiąc jaśniej – uciekając przed przymusem, uciekamy w działania poddane określonym prawom. Przykładowo – chcąc medytować, uwolnić się od myśli, poddajemy się zasadom, które mają nas nauczyć m.in. uwalniać się od myśli.

Autor pokazuje nam zgubne pojmowanie kwestii odczuwania i namawia do lepszego radzenia sobie z emocjami i przeżyciami, pozwalając sobie na zaistnienie tych przeżyć, a nie uciekając do bezemocjonalności czy narzucając sobie zasady postępowania, aby czuć spokój i nie przeżywać smutku czy złości. Czytając książkę, możesz poczuć zaprzeczanie porządkowi świata, a raczej lektura jest swego rodzaju obalaniem mitów związanych z uporządkowanym, kontrolowanym życiem. Mi się co jakiś czas pojawiały w głowie pytania „Ale jak to??”.

I po piąte… byłam pierwszy raz w operze, spędziłam czas z dawno niewidzianymi znajomymi, nawiązałam nowe relacje, byłam więcej z ludźmi. I to m.in. dzięki ograniczeniu dostępu do internetu. Polecam! detoks miesięczny, a nawet trzymiesięczny – wyłączyć powiadomienia, dźwięki, wyrzucić aplikacje… Ograniczyć mikropierdoły do minimum, a skupić się na kontakcie osobistym, własnym odczuwaniu, na ciszy i otoczeniu. Był to niezwykle inspirujący okres.

I na koniec… w Nowym Roku…

Życzę sobie i Tobie zdrowia, siły, niestrudzonego działania w sięganiu po marzenia, a przede wszystkim odwagę w wyrażaniu siebie i miłości – do siebie, do innych i od innych.

Wierzę, że w 2019 będziemy wymiatać!

Uściski <przytula>

Facebooktwitterpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz

Or