POST WARZYWNO-OWOCOWY – DLACZEGO NIE SCHUDŁAM

Facebooktwitterpinterestlinkedinmail

Post warzywno-owocowy (jak dr Dąbrowskiej czy Daniela) albo głodówka dla wielu osób są remedium na wszystkie problemy. W pewien sposób się nie dziwię, bo „siła” postów jest znana od czasów biblijnych – ma on wymiar także duchowy. To cudowne narzędzie regeneracji, ale powinno być wykorzystywane z rozwagą.

Psychosomatyka mnie coraz bardziej interesuje i jestem absolutnie zdania takiego, że choroby, nadwaga czy otyłość biorą się z „głowy”. Wiadomo nie dosłownie (bo jednak nawyki mają znaczenie), ale cała magia liczenia kalorii i ujemnego bilansu energetycznego, wymyślne terapie i zalecenia pryskają w momencie, gdy zderzysz się z własnym umysłem. Coraz bardziej nabieram przeświadczenia, że wszystko zaczyna się nie w jelitach (jak mówi znane już powiedzenie), a w głowie.

Dlatego posłuchaj jak przytyłam nawet, nie mówiąc już o schudnięciu, stosując post warzywno-owocowy (post dr Dąbrowskiej).

post warzywno-owocowy

Wszystko zaczęło się po powrocie z urlopu. W RPA spędziłam prawie cały marzec. Był to cudowny czas refleksji, ale i odkrywania siebie. Pamiętam to wspaniałe uczucie relaksu, ale i takiej czystej niezmąconej niczym jeszcze radości – radości z życia po powrocie. Wróciłam w pewien sposób odmieniona, z jasnym planem działania w głowie, pełna energii i motywacji do działania. Jednym słowem – żyć nie umierać.

Nie musiałam jednak długo czekać na zderzenie z rzeczywistością – w ciągu kilku dni stałam się znów kłębkiem nerwów przytłoczonym obowiązkami i zadaniami, poczuciem jakiejś niesprawiedliwości i chęcią życia w inny sposób (bo przecież mentalnie i emocjonalnie byłam już innym człowiekiem).

Pracuję stale nad tym, aby się zrelaksować, odpuścić, a jednocześnie działać w określonym kierunku, aby dojść w pewnym momencie do formy życia, które chciałabym wieść (o spełnianiu marzeń pisałam kiedyś tutaj).

Do tego wszystkiego dołożył się jeszcze przedłużający się remont mieszkania i życie na walizkach bez swojego konta (jestem wdzięczna przyjaciołom za przygarnięcie! dziękuję <3) i „rewelacje” w życiu osobistym, które dopiero po pewnym czasie do mnie dotarły, jak wielką wagę dla mnie mają.

Stres, stres, stres… duuuuużo kawy, od której jestem uzależniona i która dosłownie powodowała z mojego mózgu sieczkę i wzmagała stres (wiadomo), epizody hipoglikemii… nakręcenie i zmęczenie w jednym. Znasz to uczucie?

Poczucie zamknięcia w klatce, gdzie niby zachowujesz się normalnie, żyjesz jak wcześniej, ale wewnętrznie cierpisz, wręcz krzyczysz i masz nadzieję na wolność i powrót do natury. Chcesz powiedzieć STOP.

I właśnie w takim momencie wpadłam na „genialny” pomysł, aby zastosować post warzywno-owocowy… Chciałam przestać pić kawę, przestać pocieszać się jedzeniem (gluten wszedł w ruch w różnej formie przed postem – nadal ponoszę tego konsekwencję na skórze), chciałam zrzucić nagromadzoną wodę w organizmie (indukowaną m.in. stanem zapalnym), chciałam mieć wyczekiwaną kontrolę… nad czymś.

Chciałam po prostu nowego startu. Życiowego, mentalnego, fizycznego.

Rozpoczęłam post warzywno-owocowy (znany jako post dr Dąbrowskiej) w majówkę. Zaplanowałam w tym okresie spać i zająć się w 100% swoimi sprawami. Zaplanowałam przespać najgorszy czas oczyszczania i rzeczywiście – kawy nie piję w momencie pisania już tydzień (brawo ja!).

Szczególnych objawów odstawienia węglowodanów też nie zaobserwowałam (ale to jestem w stanie wytłumaczyć mniejszą ilością węglowodanów ogólnie w diecie na co dzień). Nawet głowa mnie nie bolała jak zwykle w takich sytuacjach. Fizycznie niby wszystko OK, ale głowa nadal pozostała niespokojna, z poczuciem smutku i złości, żeby nie powiedzieć dosadniej.

post warzywno-owocowy

Wydawało mi się, że dobrze mi idzie.

Do momentu… Gdy po 4-5 dniach postu ledwo zmieściłam się w jeansy (z nadmiaru wody), a brzuch zamiast być płaski, był ciągle wzdęty. Coś było nie tak. Czy można przytyć mając ujemny bilans i jedząc tylko warzywa z odrobiną owoców od kilku dni??? Potrafię schudnąć w kilka dni, trzymając jedynie przerwy między posiłkami, a tu takie coś.

Frustracja jeszcze bardziej narosła. Na szczęście miałam umówione w 5 dniu postu spotkanie z terapeutą. Tak, korzystam z jego pomocy, przede wszystkim po to, aby poradzić sobie ze stresem. Emocje wylały się na nim jak potok górski. I to było potrzebne, aby poczuć spokój i po to, aby (uwaga!) post zaczął przynosić jakikolwiek efekt.

Woda zaczęła ze mnie schodzić… częściowo. Jeansy stały się nawet luźniejsze niż przed postem. Wystarczył wieczór, noc i poranek, dobry sen i wewnętrzny spokój (a ja myślę, że także chęć odpuszczenia czegoś – złości? problemu? fantazji? poczucia niesprawiedliwości? dodaj co chcesz), aby coś zaczęło działać.

I jestem pewna, że kluczem do zdrowia, do szczupłej figury jest nie tyle dieta i ruch, co umiejętność radzenia sobie ze stresem. Sfera duchowa, sfera podświadomości, sfera umysłu. I to stanie się kluczem do uzyskania efektów. Styl życia. Prawdziwe życie. Duchowe życie i świadomość siebie. Życie w prawdzie ze sobą. Przy takim życiu chce się dbać o siebie, jeść to co jest dobre i być bardziej aktywnym. Po prostu. Bez nakręcania się.

Dlatego zanim zdecydujesz się na jakąkolwiek zmianę w swoim życiu, która ma wpływ na funkcjonowanie Twojego organizmu – zadbaj o umysł. Gdy on będzie czysty, nie dość, że łatwiej podołasz nowym zadaniom, to jeszcze będziesz czerpać korzyści z ich podjęcia. Co jak wiesz, nie zawsze jest takie oczywiste.

Motyw, chęć to jedno, ale tylko Ty wiesz, czy jest coś co kroczy za Tobą i generuje niepisany stres. I mam tu na myśli w szczególności trudne emocje (bo wiesz, że nie ma złych emocji?). Ja wiem co mnie „prześladuje”, co jest ze mną. Pracuję nad tym. Wyciągnęłam z tej sytuacji lekcję. Idę dalej.

Co teraz?

Wychodzę z postu, bo przy takim napięciu nic dobrego z niego nie przyjdzie. To tylko dodatkowy stres dla organizmu. Efekty nie są też takie, jakich oczekiwałam. UMYSŁ przed dietą (i nawet nie myśl o jakichś głupich dietach cud czy głodówkach). SEN i ODSTRESOWANIE przed dietą. Potem tylko obserwuj jaka dzieje się magia.

Uściski, Paulina
P.S. Koniecznie zostaw ślad po sobie! Daj znać jakie są Twoje przemyślenia, jakie są Twoje doświadczenia w dokonywaniu zmian żywieniowym, jednocześnie będąc pod wpływem stresu. Bardzo chciałabym o tym usłyszeć.

Facebooktwitterpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz

Or